KONTYNUACJA BLOGU ,,ALE WKOŁO JEST WESOŁO 1 .
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi



czwartek, 26 stycznia 2012

Podczas moich podróży przebyłam nie tylko setki tysięcy kilometrów w przestrzeni na kilku kontynentach,
ale także przewędrowałam własnymi stopami przez całą historię ludzkości.

Mieszkałam w dżungli w osadzie Indian uważanych za ostatnich ludzi z epoki kamienia łupanego.
Poznałam tajemnice amazońskich szamanów, spotkałam Buszmenów,
Aborygenów, potomków starożytnych cywilizacji Majów i Inków.
Spotkałam ludzi na każdym możliwym szczeblu rozwoju cywilizacyjnego
- od Indian w szałasach z liści palmowych przez lepianki Masajów aż po kamienne domy w Tybecie,
pałace gwiazd z Hollywood i drapacze chmur w największych metropoliach świata.

Wszędzie szukałam Prawdy. Uniwersalnej prawdy o nas, ludziach.
Ta prawda to właśnie TEORIA BEZWGLĘDNOŚCI.

Serdecznie zapraszam na premierę książki,
która odbędzie się w sobotę 28 stycznia o godz. 12.00 w kinie Atlantic w Warszawie.
Wstęp wolny.

Więcej o książce: http://beatapawlikowska.com/books,list,80.html

Beata Pawlikowska

www.beatapawlikowska.com

beata@beatapawlikowska.com

beatapawlikowska1@gmail.com

 Książka

Na promocjach kilku jej książek byłam. Zdjęcia w blogach są.
Jedna z nich była właśnie w Atlanticu.
Przyszło mnóstwo ludzi.
Było bardzo sympatycznie.

A teraz I rozdział : WYMIARY PODRÓŻOWANIA.

 

Widziałam to wszędzie dookoła.
Na sawannie afrykańskiej i na stepie Mongolii, w zielonej gęstwinie dżungli amazońskiej,
na statku na Ukajali, na polu ryżowym, w buddyjskiej świątyni i na szlaku przez Himalaje,
w australijskim buszu i w górach Tasmanii, na karaibskiej plaży i na polskiej łące.

 

Zatrzymywałam się, chłonęłam świat i miałam wrażenie,
że im dalej jestem od miast zachodniej cywilizacji, tym łatwiej jest oddychać.
Spojrzałam wstecz na wszystko, co zostało za mną.
Betonowe miasto, ulica, szum samochodów, lśnienie reklam.
Metaliczne stukanie monet i suchy szelest banknotów. Śpieszące się kroki.
Stukanie kas, hałas zatrzaskiwanych drzwi, furkotanie żaluzji.
Telefon i internet, czyli niewidzialny łańcuch trzymający ludzi w gotowości i oczekiwaniu.
Lawina akcji reklamowych, które agresywnie atakują wszystkie zmysły.

 

Zaczęłam dostrzegać dziwne prawidłowości w każdym ze światów, które poznawałam.
Przez minione ponad dwadzieścia lat
przebyłam nie tylko setki tysięcy kilometrów w przestrzeni na kilku kontynentach,
ale także przewędrowałam własnymi stopami przez całą historię ludzkości.
Mieszkałam w dżungli w osadzie Indian uważanych za ostatnich ludzi z epoki kamienia łupanego.
Poznałam tajemnice amazońskich szamanów, byłam przez nich leczona i uczona.

 

Dotarłam do wioski Buszmenów, których zestaw genów jest identyczny jak u pierwszych ludzi,
którzy dwa miliony lat temu pojawili się w Afryce.
Spotkałam Aborygenów, potomków starożytnych cywilizacji Majów i Inków,
wędrowałam po bezdrożach Australii, obu Ameryk, Afryki i Azji.
Spotkałam ludzi na każdym możliwym szczeblu rozwoju cywilizacyjnego
- od Indian w szałasach z liści palmowych przez lepianki Masajów aż po kamienne domy w Tybecie,
pałace gwiazd z Hollywood i drapacze chmur w największych metropoliach świata.

 

Wszędzie szukałam Prawdy.
Uniwersalnej prawdy o nas, ludziach.
Szukałam rzeczy, które najlepiej nas określają,
ale także takich, które stanowią niepodważalną wartość.
Uczyłam się oddzielać iluzję i fałsz od tego, co jest wiarygodne i prawdziwe.
Obserwowałam, pisałam, wyciągałam wnioski.
Dlaczego ludzie poszli taką, a nie inną drogą rozwoju cywilizacyjnego?

 

Dlaczego nasz świat jest taki, jaki jest?
Dlaczego istnieją w nim rzeczy złe i dlaczego wciąż toczą się wojny?
Jak to możliwe, że w XXI wieku obok nowoczesnych wynalazków,
pięknych idei i przekonania o wyższości i mądrości naszego świata,
wciąż na Ziemi ludzie strzelają do siebie z karabinów, umierają z głodu
albo są zabijani przez fale tsunami, powodzie i tragiczne trzęsienia ziemi?...

 

Czy nasz świat jest okrutnym chaosem rządzonym przez szalone przypadki?
Kim są ludzie sprawujący władzę i podejmujący decyzje wpływające na los ludzkości?
Jak ma się do tego potężna siła natury, która utrzymuje przy życiu rośliny i zwierzęta,
i dzięki której istnieją różne gatunki, łącznie z ludźmi?...

 

Czy istnieje jakaś wspólna cecha pomiędzy wielkimi instytucjami finansowymi a wielkimi oceanami?
Jedne i drugie mają bezpośredni wpływ na życie ludzi.
Przypływy i odpływy są tak samo ważne jak wznoszące się i opadające kursy walut.

 

Czy świat naturalny i świat sztucznie stworzony są sobie przeciwstawne,
czy wprost przeciwnie, uzupełniają siebie i są swoim lustrzanym odbiciem?

 

Najbardziej zaskakiwały mnie zderzenia prawdy istniejącej i prawdy głoszonej,
czyli krzycząca rozbieżność pomiędzy jakąś teorią a uprawianą praktyką.
Wszystko to odbywało się oczywiście wśród ludzi, było przez nich wymyślone, wykonane i stworzone,
i zawsze skierowane do innych osób.
Podkreślam to, bo łatwiej byłoby zrozumieć gdyby na naszej planecie pojawiły się istoty z kosmosu,
które posługując się innym światopoglądem i sposobem myślenia potrafiły skłonić Ziemian
do różnych destrukcyjnych zachowań, stosując niemożliwą do przeniknięcia naszym umysłem manipulację albo hipnozę.
Tymczasem ja jako człowiek byłam i jestem świadkiem takich procesów dziejących się we współczesnym świecie.
Zawsze mnie to zdumiewało.
Jak to możliwe, że w niektórych sferach jesteśmy dzisiaj na poziomie jaskiniowców,
ale nikogo to nie tylko nie dziwi, jest nawet milcząco akceptowane?

Spotykałam różnych ludzi.
Hinduskich joginów o wychudzonych ciałach i Amerykanów tak otyłych,
że nie mieścili się w fotelach samochodów.
Uradowanych biedaków z brazylijskiej wioski i szarych ze smutku bogaczy z Londynu.
Muskularnych i zwinnych wojowników znad Orinoko i zmęczonych nadgodzinami pracowników korporacji.
Mnichów buddyjskich, którzy oddają się spokojnej medytacji
i agentów sprzedaży w wiecznym stresie i pościgu za klientami.
Rybaków, którzy o świcie wracają z sieciami pełnymi ryb i żebraków,
którzy stoją w kurzu miasta licząc na jałmużnę.

 

Szukałam ludzi, którzy są szczęśliwi.
I wtedy zawsze pytałam siebie: dlaczego ten człowiek jest szczęśliwy, a inny nie?
Gdyby zamienić miejscami szczęśliwego myśliwego z dżungli amazońskiej
i umordowanego życiem kierownika działu w trakcie rozwodu,
to czy ten pierwszy stałby się nieszczęśliwy, a drugi zyskałby szczęście?
A jeśli nie, to dlaczego?...

Podczas podróży zawsze robiłam też pewien eksperyment.
Wcielałam się w życie każdej spotykanej osoby.
Robiłam to właściwie przez całe życie, nawet wtedy, kiedy byłam dzieckiem.
Wyobrażałam sobie, że jestem kimś innym.
Czytałam książki podróżnicze i stawałam się bohaterem każdej z nich.
To ja wędrowałam przez śniegi Alaski i tropikalne puszcze.
Czułam na ustach zimne płatki śniegu i smak egzotycznych owoców.
Słyszałam łopot skrzydeł papugi i wąchałam słodkie lilie na Madagaskarze.
To było ćwiczenie z wyobraźni, ale czułam je bardzo, bardzo realnie.

 

Kiedy zaczęłam podróżować, na każdego spotkanego człowieka też patrzyłam jak na bohatera jego własnej historii,
jego własnej opowieści o życiu.
I wyobrażałam sobie, że jestem nim.
Obserwowałam go tak, jakbym czytała książkę.
I znów ja byłam jej bohaterem.
Czułam jego głód, ból, zmartwienie, przeżywałam jego radość, spokój, zamyślenie.
Byłam nim. Patrzyłam na świat jego oczami.
Czułam dotyk tkaniny na jego skórze. Czułam jego spuchnięte palce.
Czułam jak na jego twarz pryskają ziarna piasku spod kopyt wielbłąda.
Czułam jego samotność w wielkim mieście albo pełną zadowolenia pewność siebie

 

Nie przestawałam być sobą.
Tyle tylko, że moje „ja” ulegało na chwilę zawieszeniu.
Nie grałam żadnej roli jak aktor wcielający się w postać.
Ja po prostu wnikałam w emocje, ciało i umysł każdego napotkanego człowieka.

 

Wchodziłam w niego, tak jakbym była w stanie wślizgnąć się w cudze ciało i poczuć to, kim jest jego właściciel.
Robiłam to zawsze i wciąż to robię. Nie jest to działanie zaplanowane ani wyuczone.
Jest to po prostu jeszcze jeden wymiar i sposób podróżowania,
docierania do prawdy, poszerzania wiedzy o świecie i ludziach.

 

Nawet kiedy siedzę w samochodzie na skrzyżowaniu i widzę na pasie obok innego kierowcę,
natychmiast przenoszę się myślami i wchodzę w jego ciało.
Patrzę na światła jego oczami. Czuję jego energię, wiem jak się zachowuje po wyjściu z samochodu,
wiem jakim gestem przekręca klucz w zamku, jaki ma wyraz twarzy kiedy budzi się rano.
Wiem jak reaguje na stres i kiedy krzyczy, wiem jak bardzo potrafi się cieszyć,
a co leży poza jego umiejętnością postrzegania i przeżywania.
Nie wpływam w żaden sposób na jego umysł, ale jestem w stanie przez chwilę nim być.
Na chwilę tak krótką i długą jednocześnie, że nie zatrzymuję go i nie odrywam od zajęć,
ale wystarczającą, żeby być nim całkowicie, wraz z pełnym kompletem emocji i informacji na jego temat,
łącznie z tym co on wie o sobie i tym czego nie wie, oraz tym,
co ja wiem o nim, a on nie zdaje sobie z tego sprawy.

Robię to, bo szukam Prawdy. Byłam tysiącami różnych osób.
Każda scena jest zapisana w mojej pamięci z kilku źródeł
– mojego własnego przeżywania i moich emocji oraz emocji tych, którzy w tym zdarzeniu uczestniczyli,
a ja zarejestrowałam ich obecność i zamieniłam się z nimi na moment miejscami.

 

Jestem sobą, a jednocześnie jestem człowiekiem, na którego patrzę.
Widzę siebie patrzącą na niego i jednocześnie patrzę na siebie jego oczami.
Czuję swoje emocje z tym związane, ale jednocześnie na innym poziomie odczuwania czuję też to, co czuje on.

 

To fantastyczna przygoda.
Dzięki temu podróżowałam nie tylko fizycznie przez świat rozłożony w poziomie pod moimi stopami.
Nie tylko pionowo w czasie, odwiedzając plemiona żyjące zgodnie z tradycjami sprzed dwudziestu tysięcy lat.
Podróżuję także przez umysły tych, którzy stają na mojej drodze.
Dzięki temu przez kilkadziesiąt lat zbierałam doświadczenia,
drobne i pozornie nieznaczące wrażenia, obrazy, odczucia, emocje, okruchy prawd i wniosków,
które pewnego dnia zaczęły układać się w jasną, przejrzystą, harmonijną całość.
Wiem, że nie wiem wszystkiego.
Ale to co wiem, pozwala mi rozumieć świat i wyjaśnić jego początek oraz koniec.

 

środa, 25 stycznia 2012

Oto moje kochane kwitnące kwiatki :

Kwitnące1

Grudniaczek pierwszy raz zakwitł w październiku. Teraz ma następne kwiaty.

Kwitnące2

Kwitnące3

Hibiskus mi zakwitł po raz  kojejny.

Kwitnące 4

Kwitnące5

Tagi: kwiaty
04:58, hanula1950 , Moje fotki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 stycznia 2012
poniedziałek, 23 stycznia 2012

Awaria1

Awaria2

Te zdjęcia zrobiłam w piątek, kiedy wracałam od pani stomatolog.
Panowie szukają miejsca, gdzie pękła rura.
Wodę miałam dopiero następnego dnia.

Wanna

A tak wyglądała wanna, kiedy po awarii napuściłam do niej pierwszej wody.

Fiołek

Piękny fiołek, który dostałam od Eda na Dzień Babci.

 

Tagi: kwiaty
08:10, hanula1950 , Moje fotki
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 stycznia 2012

,,SANATORIUM" MAŁGORZATA SARAMONOWICZ
Chory na gruźlcię Jan, wyjeżdża na kurację do podgórskiej miejscowości.
Przypadkowe spotkanie ze Śledczym, postacią z jego traumatycznych powojennych wspomnień,
który chce poznać tajemnicę zabójstwa sprzed lat, przenosi go w przeszłość
- do częściowo opuszczonego, okaleczonego miasteczka.
Na poły realną, na poły baśniową rzeczywistość autorka tworzy z niezwykle sugestywnych obrazów,
w których groza wypełniająca miasteczko kontrastuję ze spokojną aurą uzdrowiska.
,,Sanatorium" to opowieść o miłości i cierpieniu, życiu i śmierci,
ale przede wszystkim o pamięci jako niszczącej sile i zarazem wartości, bez której życie traci sens.

 Sanatorium

,,PODTRZYMYWANIE ŚWIATŁA" JANETTE WINTERSON
Książka ta jest rozbudowaną i przepiękną metaforą miłości, czasu i życia,
w której ramach autorka wraca do lirycznej intymności swych wcześniejszych utworów
i która jednocześnie stanowi początek jej nowego cyklu powieściowego.
Dziesięcioletnia Cilver, oddana po śmierci matki pod opiekę ślepego latarnika,
uczy się podtrzymywania światła i wysłuchuje opowieści o świecie,
z którym musi się oswoić :
historii o wydziedziczeniu i tęsknocie,
o podróżach w czasie i w przestrzeni,
o namiętności i zdradzie.

Podtrzymywanie światła

,,HOLLYWOODZKI DODO" GEOFF NICHOLSON
Pow
ieść ta to trzy zakręcone, splecione ze sobą historie.
W siedemnastowiecznym Londynie William, naiwny student medycyny,
marzy o ocaleniu ptaka DODO od zagłady.
We współczesnym, zepsutym do cna Hollywood Henry, pięćdziesięcioletni angielski lekarz,
chce pomóc córce w karierze aktorskiej,
a Rick, początkujący filmowiec, pragnie nakręcić film o nieudanej próbie ocalenia DODO.
Autor zabiera czytelnika w oszałamiającą podróż,
w której wszystko jest możliwe.

Dodo

KULINARIA : TIRAMISU

SKŁADNIKI :                         
- Opakowanie podłużnych biszkoptów;
- ¾ szklanki mocnej kawy;
- 3 łyżki likieru kawowego (może być spirytus lub jakaś wódka);
- 3 żółtka;
- 3 łyżki cukru pudru;
- 45 dag sera mascarpone (lub gładkiego twarożku - nie smakowe!
       np. Piątnica żeby miał konsystencję podobna do serka topionego);
- ½ szklanki śmietany kremówki;
- Kakao w proszku;
- Kilka ziaren kawy
SPOSÓB WYKONANIA :
Śmietanę schłodzić, ubić na sztywno z łyżką cukru pudru.
Żółtka zmiksować z resztą cukru na puszystą masę.
Delikatnie wymieszać z ubitą śmietaną.
Do żółtek ze śmietaną dodać ser mascarpone, wymieszać.
W prostokątnym naczyniu ułożyć ciasno warstwę biszkoptów skropić je kawą zmieszaną z likierem (lub wódką).
Biszkopty układać 4 poziomo obok 4 pionowo; pod tym gdzie na górze były 4 poziomo,
to na dole musza być 4 pionowo, tam gdzie na górze były 4 pionowo-  tam na dole 4 poziomo).
Na biszkopty wyłożyć połowę kremu serowego, delikatnie wygładzić.
Krem przykryć kolejną warstwą biszkoptów (układamy w ten sam sposób co poprzednio).
Ciastka skropić resztą kawy.
Biszkopty przykryć pozostałym kremem serowym, wygładzić łyżką.
Deser posypać przez sitko cienką warstwą kakao (ale tak, żeby nie prześwitywał krem serowy),
następnie ozdobić ziarenkami kawy.
Wstawić do lodówki na 3-4 godziny.
SMACZNEGO.

 TROCHĘ HUMORU :

Fakir wracając od lekarza spotyka dyrektora cyrku.
- I co powiedział kerarz ?
- Mam jakąś chorobę żołądka. Od dziś muszę przestrzegać diety. Wolno mi łykać tylko tłuczone szkło.
  O gwoździach przez najbliższy miesiąc nie może być mowy.

Do sklepu na wsi wchodzi chłop i pyta :
- Czy są gwoździe ?
- Nie ma.
- A grabie ?
- Też nie ma.
A może są wiadra ?
- Nie, nie ma.
- To dlaczego nie zamkniecie sklepu ?
- Bo kłódek też nie ma.

W Wielkanoc chłop wchodzi do obory i mówi do krowy :
- Mućka, powiedz coś .
- Nic z tego. Ja mówię tylko w Wigilię.

 


 

 

 

piątek, 20 stycznia 2012

 

Na tym zdjęciu z lewej strony ( na tle bufetu ) w fioletowej sukience jestem ja.

CZEMU PROMOWAĆ ? (chodzi o promowanie blox'a w gazecie na stronie głównej )

Uruchamiając ostatnie szare komórki w zbitej masie,
szukając odpowiedzi czemu na gazeta.pl ma promować bloxa odpowiedź jest racjonalna.
Pomijając kilka kłestów tfuu konkursów
w którym trzeba było przejść Mordor i zajrzeć w zaspane oczy uczestników maratonu nad ranem.
Odpowiedź kryje się pod jednym z nich.
Narcyzm, tudzież miłość własna.
Nic nie poprawia własnego ego,
kiedy czyjś blogaskowy wpis został uznany za żądny uwagi czytelników i czytelniczek
(kolejność niepoprawna politycznie) blogasków celebrytów.
Część splendoru w zastraszającej liczbie odwiedzin danego dnia podnosi samopoczucie lepiej
niż kawa ciśnienie lub szef
(samozatrudnieni mogą opieprzyć pracownika w lustrze).
Uruchamiając lawinę na wytypowanym/promowanym blogasku prócz samozadowalającej machiny ego
dotarcza też różnych treści czasem odmiennych od tych prezentowanych na głównej witrynie
dając szansę (choćby nikłą) na poznanie nowego obszaru bądź zagadnienia.

Szczegóły wpisu

Komentarze:
(0)
Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
bagienny.net
Czas publikacji:
sobota, 03 grudnia 2011 04:25

Bogienny zabawiał nas swoimi wesołymi obrazkami.

Autor TRAMEN

Początek blogowania - wykład o reklamach umieszczanych w blogach.
A teraz wesoły GHOL, który jeszcze nie wypił wygranego winka.
Fajnie sobie powspominać.
Zdjęcia ( chyba ) robiła SIWA.

A teraz trochę humoru :

Przychodzi twierdzenie do baru:
- Poproszę piwo .
- A dowodzik jest?
- Nie potrzebuję, jestem aksjomatem.

Wczoraj w trakcie obrad sejmu, na salę weszło dwóch uzbrojonych bandytów.
Grzecznie przeprosili za spóźnienie i zajęli swoje miejsca...

Twoja stara jest tak gruba, że spada z łóżka z dwóch stron naraz...

Bóg stworzył jasność, diabeł ciemność.
Bóg stworzył słońce, diabeł deszcz.
Bóg stworzył adwokata, a diabeł się zamyślił... i stworzył jeszcze jednego.

Mieliśmy być drugą Japonią - od tego czasu Japonia zadłużyła się na 200%PKB.
Mieliśmy być druga Irlandią - od tej obietnicy zjechali z +6 na -3% wzrostu PKB.
Mieliśmy być drugą Kalifornią - ich budżet stanął na skraju bankructwa.
Po obietnicy bycia drugą Norwegią Norwegowie nerwowo przeliczają zapasy gazu i ropy.

- Panie doktorze, jest pan pewien, że moja żona jednak wyzdrowieje?
- Tak, z całą pewnością.
- Cholera, a zna pan może kogoś, kto trumnę potrzebuje?


KULINARIA : ZAPIEKANKA ZIEMNIACZANA

SKŁADNIKI:
- 5 - 6 średniej wielkości ziemniaków
- 2 łyżki masła
- 4 grube plastry wędzonego boczku
WYKONANIE :
Obrane ziemniaki pokroić w plasterki.
Na wysmarowanej tłuszczem brytwannie ułożyć ziemniaczane talarki w taki sposób,
aby lekko zachodząc na siebie utworzyły ,,łuskę".
Wierzch posypać pokruszonym masłem.
Pokryć warstwą boczku pokrojonego w drobną kostkę.
Piec około półtorej godziny w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.
SMACZNEGO.

 

Dzisiaj na 18 - tą mam wizytę u zębatki.
Ed ma przyjechać i odprowadzić mnie, poczekać i przyprowadzić.
Nie lubię sama chodzić po ciemku.
To nie to, że się boję. Po prostu nie lubię i już.
Teraz biorę się za sprzątanie mieszkania, chociaż wcale mi się nie chce.
Ale jak mus to mus.
Za oknem + 5 i straszna chlapa.
Resztki śniegu są tylko na trawnikach.
Nie lubię takiej pogody.
Dla mnie zima to w nocy - 8 do 10, a w dzień - 4 do 5.
Wtedy dobrze się czuję.

 

 



 

 

czwartek, 19 stycznia 2012

Na kopercie

Osoba pełnosprawna parkuje na kopercie dla inwalidy.

Na zakręcie

Na zakręcie są pasy oznaczające zakaz parkowania. Pan kierowca nic sobie z tego nie robi.
Jakby doszło do uszkodzenia mu samochodu to z pewnością by się wściekł.

Słupki

Żeby kierowcy nie parkowali na zakrętach kilka dni temu ustawiono takie masywne słupki.

Na pasach

Fajnie sobie zaparkował na pasach, a ja mam fruwać ?
Dalej nadmetrze jest jeszcze zamknięte, ale po tych pasach idzie się do sklepu.

Latarnie

Latarnie na nadmetrzu już się świecą.
Teraz szybko robi się ciemno, a rano późno się rozwidnia, więc jest to ważne.

Zima

Do Warszawy dotarła zima. Na zdjęciu jest pierwszy śnieg.
Teraz, po wczorajszej zamieci, leży go znacznie więcej.

PORCJA HUMORU :

- Znalazłem sposób, żeby zmusić moją siostrę do rannego wstawania !
- Jak to ci się udało ?
- Wpuszczam psa do jej łóżka.
- I co ? Pomaga ?
- Tak, bo ona sypia z kotem.

Dawno, dawno temu, za siedmioma zielonymi górami, za siedmiona zielonymi lasami,
za siedmioma zielonymi morzami stał zielony domek.
Domek miał zielony płot, zieloną trawę,
i zielone okna.
Nagle z domku wychodzi czerwony krasnoludek i mówi :
Oj, chyba bajkę pomyliłem.

- Jeden z was musi pilnować zoo przez całą noc- mówi dyrektor.
Zgłosił się pan Piotrek.
W nocy przerażony dzwoni do szefa :
- Panie dyrektorze, żółwie uciekły!
- Jak to się stało ?
- To był tylko moment...

KULINARIA : KAPUŚNIACZEK BABUNI

SKŁADNIKI :
- mała główka kapusty
- pęczek koperku
- 2 marchewki
- 30 - 40 dag ziemniaków
- 2 żeberka
- kostka rosołowa
- łyżka masła
WYKONANIE :
Żeberka oraz pokrojoną w cienkie plasterki marchew gotować około godzniny w 2 litrach wody.
Wrzucić go garnka drobno pokrojoną kapustę i kostkę rosołową.
Gotować  do czasu, aż kapusta będzie miękka.
Pokrojone w kostkę ziemniaki ugotować osobno i dodać do zupy wraz z wodą, w której się gotowały.
Dodać łyżkę masła.
Zagotować.
Wyjąć żeberka. Obrać je z mięsa, które drobno pokrojone wrzucić do zupy.
Posypać drobno posiekanym koperkiem.
SMACZNEGO.

środa, 18 stycznia 2012

Jak już pisałam, 9 -go był u mnie ksiądz.
Dostałam takie materiały :

Kolęda1

Po drugiej stronie tego obrazka jest taka modlitwa :

Kolęda2

Kolęda3

Informaor o OJCACH DOMINIKANACH.

Kolęda4

A to jest mój parafialny kościół.

Kolęda5

KULINARIA : ZUPA POROWA Z PARÓWKAMI
SKŁADNIKI :
* 5 szklanek rosołu
* 50 dag porów
* 3 parówki
* 4 ziemniaki
* pół szkalnki śmietany
* po łyżeczce mąki, masła i oleju
* przyprawa do zup, sól, pieprz
* natka pietruszki
WYKONANIE :
Pory pokroić wzdłuż, umyć, drobno pokroić i poddusić na rozgrzanym maśle.
Zalać gorącym rosołem.
Dodać ziemniaki pokrojone w kostkę.
Przyprawić i gotować
Parówki pokroić w plasterki, podsmażyć na oleju.
Dodać do zupy i dalej gotować.
Gdy ziemniaki będą miękkie, zaprawić zupę śmietaną wymieszaną z łyżką mąki.
Po zagotowaniu posypać natką pietruszki.
SMACZNEGO.

CHWILA Z HUMOREM :

Pani sprawdza zadanie domowe z matematyki.
- Jasiu, dlaczego masz odrobionę tylko połowę zadania ?
- Bo tacie zepsuł  się kalkulator.

Kopciuszek płacze. Przychodzi wróżka i pyta :
- Kopciuszku, dlaczego płaczesz ?
- Bo nie mogę iść dziś na bal...
- Dlaczego nie możesz iść dzisiaj na bal ?
- Bo bal jest jutro !

Na lekcji plastyki uczniowie mieli namalować swojego idola.
- Pawełku, kogo namalowałeś ?
- Justynę Kowalczyk.
- A gdzie ona jest ?
- Przebiegła i już jest na mecie.

Jestem zła, bo wczoraj znów ukruszył mi się ten ząb, z którym dwa razy byłam u zębatki.
Chyba będę musiała zmienić dentystkę.
Ale była też wczoraj dobra rzecz : miło spędzony czas z przyjacielem i wydrukowane wizytówki.
Muszę je teraz na spokojnie poprzycinać, a nie mam gilotynki.
Chyba kupię żyletkę. Może będzie lepiej ciąć niż nożyczkami.

Dzisiaj idę odebrać wynik mojej cytologii, bo przecież miesiąc już minął.
Zapiszę się przy okazji do mojej pani doktor na wypisanie recepty.
Muszę mieć proszki na sen, bo znów cierpię na bezsenność.
Zeszłej nocy nie zasnęłam ani na chwilę, a obecnej spałam trzy godziny.

piątek, 13 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012

Nie mam żadnych swoich nowych zdjęć.
Pogoda nie sprzyja spacerom.
Jest więc dzisiaj tylko trochę skopiowanych zwierzaczków.

 

 

Spotyka się dwóch facetów, jeden mówi:
- Kurcze, powiedz mi co mam zrobić, mam problem z teściową,
  wchrzania się do każdej dyskusji, kłócimy się, nie mogę dojść z nią do ładu.
- Spoko, kup jej samochód, teraz jest dużo samochodów, wypadki, zabije się gdzieś.
- O.k.
Spotykają się po dwóch tygodniach:
- Chryste, aleś mi doradził.
- Co się stało?
- Posłuchaj, nie dość, ze straciłem kasę na samochód, ona żyje i prowadzi jak szatan,
  to jeszcze ma 3 kierowców na sumieniu.
- A jaki jej samochód kupiłeś????
- No, fiata.
- Boś głupi, trzeba było jaguara, to by już nie żyła.
- O.k. Teraz kupię jaguara.
Spotykają się po dwóch tygodniach:
- Rany Julek, jaki jestem szczęśliwy!
- Co, nie żyje? A nie mówiłem?
- Uffff, wreszcie nie żyje, a najbardziej mi się podobało, jak jej głowę odgryzał.